tak więc po dłuugiej absencji donoszę co słychać. jak pisałem ostatnio mieszkanie własne już od ponad tygodnia posiadamy i jest bomba (minus jedyny, ze daleko od centrum, ale od czego jest metro). zajęcia juz od poniedziałku mamy i zapowiada sie fascynująco- m.in. architektura w kinie, projektowanie mebli i akty.
dzis jak mozna zauwazyc na nowo dodanych zdjęciach mielismy 1 dzien ostrego słońca i solidnej dawki ciepełka. hiszpanie czując 1 oznaki wiosny przystapili do masowego prania- i tak oto miasto przyozdobiły SUSZACE sie: slipy, stringi, kalesony, poszwy, obrusy i ferie kolorowych ciuszków. z tej dogodnej do SCHNIECIA pogody skorzystały równiez psie kupy, które poza plaza de sol, chuecą i palacio real, stały sie nową ikoną madrytu. ikona ta została nawet oficjalnie zaakceptowana przez dwór królewski, który podnosząc wskaźnik "zasrania" miasta, postanowił nie pozbywać sie konskich odchodów, zalegających przy wjeździe do pałacu, stanowiących pamiątke po strazy bramnej. SECHŁ rowniez tutejszy sciek, błednie i szumnie nazwany rio de manzanares (rzeką).
i tak oto w tym ZESCHNIETYM fetorze przemierzalem miasto w ten dzien "ostrego slońca i solidnej dawki ciepelka".
dowody niechybnej wiosny udokumentowałem i oto zamieszczam + kilka zaleglych fot z początków pobytu.
niedziela, 11 lutego 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz